Nad Niemnem, czyli o Kopciuszku, Amorze w brzmieniu Do Elizy podczas zagryzania kiszonym ogórkiem.

Czasem wyplujesz coś niekoniecznie smutnego. Tak orzekła przyjaciółka. Tak, dość rzadko, ale… rzeczywiście. Nostalgiczny klimat Nad Niemnem sprzyja ucieczce od rodzimej rzeczywistości, ta wszak jest wiecznie smutną i ponurą. Nie oglądając telewizji, a będąc jednocześnie uzależnionym od internetów zwierzęciem, nie sposób uwolnić się z wszechogarniającego siania lęku, dopieprzenia wszystkim, którzy niekoniecznie uznają narzucony normatyw. Fotografia, już nie koniecznie akademicka, poprawna (czy taką kiedyś uprawiałem?), a także maluneczki i rysuneczki pozwalają wyrzucić z siebie kawał gniewu, który wraca jak bumerang. Jak bowiem żyć spokojnie, skoro znów jakiś kibol wsadził nóż pod żebro kolesiowi pod nowowybudowanym stadionem Widzewa? Jak spokojnie słuchać, że jakaś dziewczyna zmarła, bo trzech osiłków zamknęło ją w chałupie, do której sama polazła jak ćma do ognia, i gwałciło przez tydzień? Jak spokojnie słuchać, że jakaś nawiedzona pani psycholog na usługach jedynej, poprawnej religii tak ochoczo leczyła chłopaka z homoseksualności, wykorzystując jego zagubienie, że ten prawie popełnił samobójstwo? Czuję się gwałcony przez mój kraj, więc fotografuję, maluję, czasem coś naskrobię.Tworzę rzeczywistość swoją, prywatną. Pomaga. Mam cel, mam dla kogo. Chcę. Siadam więc na kamieniu, wokół trawa, zapach miłości i świeżości. Mój Kopciuszek zawsze jest gdzieś opodal. Dalej lub bliżej. Czasem gubi swój pantofelek, a ja chrupię rytmicznie kiszone ogórki słuchając “Do Elzy”, wącham koper, podziwiam łuk Amora i wpatruję się w rzekę miłości spływającą między kamienie. Wówczas zapominam, gdzie jestem, bo po co- już wiem.

OKOLICZNOŚCI PRZYRODY    olil pastels on canvas. 50x60cm