DRAG

Kilka słów o sztuce i kulturze drag. Żyjemy w specyficznym kraju i w wyjątkowo dziwnym czasie. Odbiór społeczny tego rodzaju ekspresji jest, globalnie rzecz ujmując, wyjątkowo płytki. Kto za to ponosi winę? Otóż- obie strony barykady. Z jednej strony, fałszywa z gruntu polityczna poprawność i źle pojęte chrześcijaństwo, zaś z drugiej – same środowisko LGBT+. To ostatnie, moim skromnym ( śmiech – ja i skromność! ) zdaniem samo tworzy swoiste getta poprzez definiowanie zabaw, klubów i tak dalej jako “gejowskie”. Sama definicja wystarcza, by znaczna część, nawet liberalnych ludzi trzymała się z daleka. Takie wdrukowanie przez tradycyjne wychowanie. Wszak obraz społeczny i nachalna promocja, stosowane w dobrej zapewne wierze, pokazuje środowisko jako seksualnie wyuzdane, obrzydliwe i obleśne. Czy tak jest? Ależ nie. Niczym nie różni się od zabaw i gierek heteryckich. Sam brałem udział w imprezie urodzinowej, gdzie mąż żonę (akurat tak się złożyło) z uśmiechem posuwał opartą lubieżnie o lodówkę od tyłu, zarzucając jej kieckę na plecy, zaś moje wejście do kuchni po herbatę na nikim nie zrobiło żadnego wrażenia. Ot – potrzeba, własne obyczaje i subiektywne poczucie smaku, oraz wolności. Wracając do dragu. Ten nie jest ani wyuzdany, aczkolwiek wyuzdanie może pokazywać, ani nie jest sprośny, mimo, że czasem porusza się na granicy wulgarności. Forma sztuki, gdzie ciało i twarz stają się płótnem malarskim w celu wyrzucenia własnych emocji. Kpiący, wręcz prześmiewczy, cekinowy, barwny, glamowy, zbliżający się własnym, przerysowanym kiczem w stronę tandety, ale tej granicy nie przekraczając. Wykorzystujące wielkie Divy w sposób najczęściej kabaretowy w celu, wcale nie takiej taniej rozrywki.