Fakty i Akty

     Ciało. Mięśnie okryte przez skórę. Różna kolorystyka, różne napięcie, każdy centymetr kwadratowy coś wyraża. Radość, smutek, żal, podniecenie. Dopieszczone padającym światłem uwidacznia to w każdej chwili. Nie wyznacza granic, nie pcha się agresywnie na wizję. Działa swoim rytmem. Rozmowa, oddech, zapach. Uwypukla to, co istotne, chowa to, co ma być ukryte, odruchowa, bezwiednie, ale nie bezwolnie. Jest piękne, niezależnie od czasu, jaki ma za sobą. Ma na sobie wypisane całe dotychczasowe życie. Może być młode, jędrne, gładkie jak alabaster, może być spalone słońcem lub dymem tytoniowym, przesiąknięte aromatem whisky lub bryzą oceanu, ale zawsze mówi. Fotografowanie tych opowieści jest fascynujące. Wydawać by się mogło, że pokazanie golizny to takie pstryk. Zapewne tak bywa, nawet często. Wszechobecny zalew brodawek, piersi, pięknie zadbanych podbrzuszy, ud, znakomitych, pysznych pośladków, sześciopaków i uformowanych w przecudne liry bioder może doprowadzić do zawrotu głowy. Gdzie zatem leży różnica między metką od gaci z paskiem Calvina Kleina powieszonych na butikowym haczyku, metką biustonosza z dyskontowego kosza, cyckami dla samych cycków czy też pornografią? Kiedy ostateczny obraz, niezależnie od jego formy, zaczyna nieść treść? Kiedy, i czy istnieje moment, w którym zaczyna on rozmawiać z odbiorcą? Kiedy staje się on językiem porozumienia nie wzbudzając jedynie fantazji erotycznej doprowadzającej do przyjemności własnej tudzież kupna kolejnych gaci?
     Akt to trudna praca. Podobnie jak portret. Powinien mówić, wręcz śpiewać. Nic więcej. Powinien docierać do każdego punktu odbiorcy, który chce takich opowieści słuchać. Powinien zatrzymać, wzbudzać refleksje. W latach czterdziestych, pięćdziesiątych, sześćdziesiątych udawało się to mistrzom dziedziny rewelacyjnie. Być może z prostego powodu. Ciało rzadziej wykorzystywane było do reklamy przerobionej bawełny. Może dla tego, że wówczas istniał jedynie podział golizny na sztukę i pornografię? Może powodem był nieco wolniej płynący czas, dając te cenne chwile na rozmową i zawiązanie relacji z człowiekiem godzącym się na wspólną opowieść sobą? Akt jest efektem niejednej rozmowy, niejednej kolacji, niejednego listu. To stenogram i fotogram w jednym. Obraz i tekst kawałka czyjegoś życia. Warto to doceniać.9