Czwarty Stan Skupienia – moim okiem

img198s8Wernisaż wystawy odbył się przed tygodniem – 11 lipca. Data nie była przypadkowa. Miał być to co prawda 4 lipca, ale pragmatyzm zwyciężył. Kto by się pojawił w czasie Openera? Czwarty lipca był o tyle istotny, bo właśnie wówczas ktoś kopnął mnie w tyłek, by wrócić do fotografii. Taka rocznica. Okrągła, miła, pełna wspomnień. Forma wystawy kształtowała się kilka miesięcy. Setki negatywów, Prawie rok pracy i zdobywania wiedzy. Wiedzy ważnej do uzyskania kształtu ostatecznego. Chyba najwięcej doświadczeń emocjonalnych zdobyłem na pewnym forum, gdzie pasjonaci ( teraz zastanawiam się, czy to dobre słowo) dzielą się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi obrazu analogowego. Teraz już wiem, że jest to jedynie pretekst do wylania własnych, społecznych i ideologicznych frustracji. Ostracyzm, homofobia, nietolerancja, jad w tak czystej formie, o jakiej nikomu się nie śniło.  Doświadczenie tego na własnej skórze jest nie lada nauką. Fotografuję facetów. Są zapewne różnych wyznań, jak również mają swoje własne preferencje. Te seksualne również. To ich sprawa. Okazuje się, że w tym przypadku nie ich. Większość prezentowanych prac na rzeczonym portalu posłużyła za krwiste mięso rzucone na arenę dla panów z klubu bingo, którym ortodoksyjne, ciasne szelki trzymają luźne portki grzejące pępek. Zapewne noszą również skarpety do sandałów. To ważna wiedza. Daje napęd. Wracając do wernisażu. Tam takich osób nie było. Miłym było to, osoby zaproszone i znane stanowiły mniejszość. Miłe było to, że goście ochoczo przystąpili do zabawy w strzelanie laserami do pięknie tańczącego swój wyzwolony taniec Szymona. Dało to wieloznaczny efekt. Miłym był również fakt, że pamiątka w postaci dwóch filmików zostanie na zawsze, za co dziękuję Magdalenie i Michałowi, czyli Motion Pikczer. Prezentowane prace ograniczyły się do dwóch dobrych duchów. Szymona i Daniela. Ich zbiegające się drogi doskonale zaprezentowały się na chropawej ścianie galerii sztuki, restauracji, oazy spokoju duchowego Lokalu, którym pięknie zarządzają Ola i Andrzej. Jesteście WIELCY! Bardzo budujące jest to, że spotykając ludzi w takich okolicznościach, w takim zacnym miejscu, uwalniamy się od złych emocji. Pozostaje muzyka, światło, obraz, przyjaźń i życzliwość. Dziękuję za możliwość tego przekazu wszystkim wymienionym, gościom, łódzkiej Fabryce Równości, żonie i synom. Na zdjęciach Daniel i Szymon. Gwiazdy wieczoru. Wam, Panowie też dziękuję.